noc z wtorku na środę – pomiędzy 5 a 6 godzinami snu
kawa (słaba, za słaba)
wuef (męczący, zbyt męczący)
brak koncentracji (doskwierający)
noc ze środy na czwartek – 6 godzin snu
zgodnie z normą trwania snu, 4 godziny w plecy
zgodnie z moją potrzebą, w plecy całe wieki
dziwny szum przechadza się od ucha do ucha, wewnątrz głowy,
I nie jest to żaden wiersz do własnej bezsenności, ale przemawiająca do wyobraźni, kilku zdaniowa substancja treściwie oddająca mój stan dzisiejszego poranka.
W oczach piasek
rzut oka na resztki wychłodzonej z niedawnego ciepła pościeli
boli straszliwie
chcę już popołudnie
godz. 19:12
Po tej litościwie żałosnej inwokacji porannej nie pozostaje mi raczej nic innego prócz jej konstruktywnej kontynuacji, nadal beznadziejnie tkwię w tym bolesnym dysonansie a następne bezsenne godziny czynią go tylko bardziej mętnym i nieprzystępnym.
Popołudniowe godziny przespane pod kocem, o których tak gorączkowo marzyłam w szkole czując gęstą, lepką treść przelewającą się boleśnie i ciężko przez moją ołowianą głowę (i czyniąc mnie nieprzyzwoicie otępiałą), te właśnie godziny, choć zaaranżowane z pedantyczną dbałością, nie znalazły swojego finału w lekkim dryfowaniu wśród słodkich, odciążających snów. Przeciwnie; siłę grawitacji odczuwam nieznośniej niż zazwyczaj.
Nawet mój umysł nie opiera się urokowi siły ciążenia i schyla się niemu z pewną konsekwentną beznadziejnością. Ułożenie konstruktywnego zdania spełniającego minimum mojego poczucia językowej estetyki zajmuje mi dziś znacznie dłużej niż zająć powinno.
godz. 23:28
Aleksandro, ty skończona debilko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz