Blady strach padł na mnie z samego rana, bo z ambitnym planem otworzenia AIM jedynie na chwilę, by potem wreszcie zacząć uczyć się geografii, zastałam ten komunikator w stanie całkowitej odmowy dostępu, w związku z czym odkąd wstałam siedzę tu usilnie błagając go o zmianę zdania, zła na siebie, że z geografią znów wyszło jak zwykle.
W tym tygodniu piątek nie jest piątkiem, ten dzień nie ma w ogóle racji bytu, bo o ile wczoraj beztrosko pocinałam z Kaśką w JazzJackrabbit, tak dzisiaj zarządzone zostało odkażanie do stanu aseptyczności całego mieszkania na przyjazd gości, których i tak wcale nie oczekuję.
Słucham wciąż pierwszej piosenki z płyty Bon Iver, dziwię się, że po setnym odsłuchaniu jeszcze nie zaczęła mnie irytować, ale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz