niedziela, 2 listopada 2008

zaproszenie na egzekucję

Przedwczoraj przeszłam wzdłuż i wszerz moje ezoteryczne miasto, przeszłam je z nadzieją, że wśród zakurzonych tomów nieodwiedzanych księgarni i antykwariatów uda znaleźć mi się jedną z książek Nabokova, „Zaproszenie Na Egzekucję”, czego nie byłam w stanie dokonać w możliwie najłatwiejszym źródle tychże, czyli w Internecie. Nie dostałam nawet Lolity [choć o Lolitkę pytałam już z samej ciekawości na temat tego, jak bardzo wybrakowane są przemyskie skupy książek, no i by mieć o jeden powód więcej, by złorzeczyć na nie soczyście]. Poświęcenie przeszukania całego miasta było nim o tyle bardziej, iż nie przeszłam ulic, a raczej je przekuśtykałam, bo z niewiadomych powodów boli mnie prawa noga, o czym poinformowałam zbolałym głosem już prawie każdego, u nikogo nie widząc jednak nawet cienia zainteresowania moimi kostnymi przypadłościami. Książki nie znalazłam. Prawdopodobnie jej biblioteczny odpowiednik, leżący teraz bezpiecznie i otoczony moją bezwzględną miłością na biurku, posiada status jedynego egzemplarza tegoż dzieła w obrębie parunastu kilometrów. Nie oddam go już nigdy i nabiję sobie milionową kwotę kary do zapłacenia, umrę z książką pod pachą zanim zdążę ją spłacić.

Poskarżyłam się Jaredowi szczęśliwa, że tym razem mam zupełnie nowy powód do ponarzekania, zamiast powtarzać do znudzenia o monotonności życia i permanentnych bólach głowy. A Jared poszukał w amerykańskich księgarniach internetowych dla Polonii, i co? I znalazł. Absurdalne, że tam mają, a tu nie ma. I jak nie zachwycać się tutaj nad urokiem tego faceta, kiedy zaproponował mi, że zamówi mi ją na wczesny prezent urodzinowy? Rozmiękłam całkowicie, cofortably numb legł w gruzach i obalony został, a po moim stanowczym „nie” nie pozwalającym na wydanie na mnie masy kasy by sprowadzić moją zachciankę do Polski, napisał jeszcze, że to wcale nie byłby wielki wydatek, i kiedy przyjdzie luty a ja nadal nie będę jej mieć, zamówi mi ją czy chcę tego, czy nie.
[W tym momencie z rozpłyniętej w przypływie nagłej fali czułości Aleksandry zostaje tylko ciepła kałuża z oddania, miłości i zakłopotania.]

I okrutnie boli mnie głowa, czuję wielką, głuchą kulę bólu odbijającą się bez echa o ściany mojej czaszki. Słyszę jak pulsuje swoim rozżarzonym do białości mięsiwem, oślepiający, zamroczył mój umysł.

[Tandeta, jak zwykle.]

godz. 23:57

Zazwyczaj o tej porze powoli kładę się spać, nie żebym była śpiąca. To po prostu świetna wymówka, żeby nie robić dziś już nic więcej i zatopić się w tym morzu rozgrzanych kołder, zapadniętych poduszek i muzyki ze słuchawek, ale one zawsze wypadają z uszu.

[A najśmieszniejsze jest to, że ja tak naprawdę nie uczę się wcale. ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz