piątek, 28 listopada 2008

i lost myself

Czy to nie podeptanie własnych zasad bym o tych nocach pisała, sama tkwiąc jeszcze w lepkim, roztargnionym poranku? Następny dowód na niezaprzeczalność reguły, że drwię sobie zwykle z pożywek literackich, jakie daje mi życie, ostatnio wyjątkowo w takowe obfite, zupełnie natchniona jestem tylko pisząc o niczym. Chyba trochę boję się wyjść poza ten do bólu bezpieczny i wyświechtany temat, tak bardzo nie chcę popaść w banał i kicz.

Ale czy bardzo niewybaczalnym jest fakt, że w obliczu wszystkich tych adoracji i czci, wyniesiona na ołtarze i zwana sweetheart, doll, i rozkoszną. To jest boleśnie miłe i tak samo destrukcyjnie, on konsekwentnie psuje mnie i uniezależnia od siebie, czy wspomniałam że to wszystko runie gdy powstanie zbyt wysoko? Podczas gdy on wstaje i zasypia z myślą o mnie, ja zastanawiam się gdzie zgubiłam granicę, między uczuciem a rozsądkiem, a może to nigdy nie szło w parze. I co bardziej ubóstwiam – czy przypadkiem nie fakt, że on ubóstwia mnie?

I dlaczego to wszystko dzieje się w tym wymiarze, gdzie jak bardzo byśmy tego nie chcieli, oboje pozostajemy nieznośnie nietykalni, odkryłam zawodność słów i... Eh.

I boję się, i popadam w to tym głębiej i beznadziejniej, zastanawiam się, w którym miejscu straciłam kontrolę, gdzie dokładnie I lost myself.

Czytam Lolitę każdej nocy zanim odłożę ją po omacku i zwalę ciężką głowę na źle zbyt miękką poduszkę, znajduję w tym nieopisaną przyjemność jakiej dawno nie dostarczyła mi żadna książka (Sklepów Cynamonowych nie biorę pod uwagę jako że urosły w mych oczach do dzieła z zaświatów). Puszczam przy tym Marissę Nadler, tępię do znudzenia jej Annabell Lee bo to zintegrowana część tej książki, przy tym ta muzyka i ta powieść są stworzone do wspólnej rozkoszy. Wciąż na nowo odczytuję pierwsze zdania: Lolita, światło mego życia, płomieniu mych lędźwi. Mój grzechu, moja duszo. Lo-li-ta: czubek języka schodzący w trzech stąpnięciach wzdłuż podniebienia aby na trzy trącić o zęby. Lo. Li. Ta.

I albo robię się ckliwa, albo to naprawdę jest takie piękne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz