Nie wiem co powiedzieć. To się dzieje późnym wieczorem, kiedy oni zwijają się w macicznych ciepłach kołder i zbyt odkręconych kaloryferów. Kiedy mate jest już na w pół przestygła a balsam z masłem shea upojnie rozkłada się i fermentuje na potraktowanej nim skórze, dyskretny i słodki zapach rozkładu dosięga a potem spaja zmysł węchu przy pierwszym niekontrolowanym ruchu, kiedy noga jest bliżej głowy albo jeszcze inaczej. Głosy z zaświatów poczęte w zimnych nośnikach cd z właściwą sobie, niedostępną metafizyką wprowadzają w trans i wtedy naprawdę czuję więcej, jestem bardziej skłonna do... jestem bardziej skłonna do śmiesznych miłości, jakichś metafizycznych uniesień, jakichś artystycznych zachwytów. Straż pełnią dwie wstydliwe lampki i nigdy niczego nie odczuwam boleśniej, może to wciąż tani substytut ale i tak intensywniejszy niż cokolwiek, pamiętam Grę W Klasy, pamiętam Wilka Stepowego, pamiętam wszystkie płyty które wtedy słuchałam, coraz ciszej aż w końcu wyłączałam je padając nieprzytomnie na łóżko, ale i tak nie spałam jeszcze długo potem zwijając się do pozycji embrionalnej i symulując barwne sceny z teatru słuszności.
To wszystko jest niewytłumaczalne. Próbowałam tylko jakoś zacząć.
godz. 23:21
I stało się. Nie odstanie się. Opętałam go do reszty, och, co ja zrobiłam. A moje życie jest ostatnio tak bardzo melodramatyczne, i słucham Annabell Lee od dwóch godzin bez przerwy żeby jakoś przełamać ten ckliwy wafel, ale wygląda na to, że sama stanowię nadzienie. )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz