niedziela, 23 listopada 2008

traktat o manekinach

Czy przeczuwacie ból, cierpienie głuche, niewyzwolone, zakute w materię cierpienie tej pałuby, która nie wie, czemu nią jest, czemu musi trwać w tej gwałtem narzuconej formie, będącej parodią? (...) Kto wie, ile jest cierpiących, okaleczonych, fragmentarycznych postaci życia, jak sztucznie sklecone, gwoździami na gwałt zbite życie szaf i stołów, ukrzyżowanego drzewa, cichych męczenników okrutnej pomysłowości ludzkiej. Straszliwe transplantacje obcych i nienawidzących się raz drzewa, skucie ich w jedną nieszczęśliwą osobowość.*

Tu rozwiązuje się całe misterium struktury moich misternie utkanych tęsknot, ich mętności i bolesnego braku sprecyzowania. Spaczony, przewrotny klucz do tej enigmy sprowadza mnie na dzikie manowce pojęcia i logiki, peryferie wyobraźni i szczyty literackich uniesień. Kto zgadnie, że esencją okazuje się być nie li i jedynie bolesne rozszczepienie jaźni na wilczą i dobitnie ludzką, ale więcej, treść zniewolona przez formę. To ja jestem ideą walczącą z tworzywem, tandetą i lichotą w której duszę się i przeciw której tęsknię za wolnością, z drugiej strony lubując się w tej podniecającej lichocie naszych ciał i fizycznych ograniczeń. Kłaniam się w pas demiurgi przewrotnie czcząc raczej ohydę.

Moje imię jest manekin, smutna treść niedoskonałości zamknięta siłą w nędznej, zniewalającej formie. Trudno oddychać, trudniej jeszcze poczynić kroki by unieść się ponad nią, choćby bez naruszania tej sztywnie ustalonej materii, choćby czysto intelektualnie, mój intelektualizm przejawia zresztą dziwną gnuśność i niechęć wymierzoną w każdy przejaw elastyczności, kłaniając się głównie fragmentaryczności.

Poza tym w manekinach, w ich obezwładniającym treść i narzucającym ideę permanentnym areszcie, w tej głuchej zgodzie ze sztywnym wzorcem kryje się coś podniecającego, jakaś erotyczna wizja nierealnego uwolnienia, przełamania surowych barier materii. Niemożliwe znaczy pociągające, a one kumulują w sobie ogromny, występny potencjał by Być. Stabilność zdaje się być tylko cyniczną pozą dla naszego współczucia, treść rozsadza je i fermentuje od nasady sztucznych puklów włosów, ale koniec końców zachowują niewzruszony pion nawet w poziomie.

One i oślepiające jarzeniówki, to jeden z tych snów które wymyśliłam sama, wciąż boję ich sztucznych rzęs ale to bardzo śmieszne, chociaż najmożliwiej skojarzenia wolne od snu są z podświadomością związane racjonalniej niż cokolwiek.

*Bruno Schulz. Traktat o manekinach. Ciąg dalszy i dokończenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz