sobota, 13 grudnia 2008

list do ciebie (zamieniamy jedyną moją na jedynego mego, a poza tym hats off to julio cortazar)

Jedyna moja, nie kocham cię dla ciebie, dla siebie ani dla nas obojga – nie kocham cię też z nakazu krwi, kocham cię, bo nie jesteś moja, bo jesteś na tamtym brzegu i wzywasz mnie bym skoczył, ale nie mogę skoczyć, gdyż w momencie najgłębszego posiadania nie ma cię we mnie, nie dosięgam do ciebie, nie przekraczam twojego ciała, twego śmiechu i są chwile, kiedy męczy mnie, że mnie kochasz (jakże lubisz używać tego czasownika „kochać”, z jakimś brakiem umiaru upuszczasz go na talerze, prześcieradła, siedzenia autobusów), męczy mnie twoja miłość, która nie jest dla mnie żadnym pomostem, bo nie istnieją pomosty umocowane z jednej strony, ani Wright, ani Le Corbusier nie zbudowaliby nigdy takiego pomostu, i nie patrz na mnie tymi ptasimi oczami, dla ciebie operacja „miłość” jest taka prosta...wyzdrowiejesz prędzej niż ja, jakkolwiek kochasz mnie bardziej niż ja ciebie. Jeszcze jak wyzdrowiejesz, ty żyjesz w zdrowiu, po prostu po mnie będzie ktoś inny, zmienia się to jak biustonosze. Taka smutna, słuchająca cynicznego Horacia, który szuka miłości-paszportu, miłości-przepustki, miłości-klucza, miłości-rewolweru, miłości, która by mu dała tysiąc argusowych oczu, wszechobecność, ciszę, od której poczynałaby się muzyka, korzenie, od których można by było zacząć splatać nowy język. Głupio się składa, bo wszystko to po trochu drzemie w tobie, wystarczyłoby zanurzyć się w szklance wody, abyś niby japoński kwiatek niepostrzeżenie zaczęła wypuszczać kolorowe płateczki, nabierać form, obrastać w piękność.

Dawczyni nieskończoności, przebacz mi, nie umiem brać. 1

1Cortazar, Gra W Klasy, rozdz. 93

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz