Ja naprawdę miałam najszczersze chęci, by zjawić się na drugiej lekcji wuefu, ale pragnienie było zbyt silne by mu nie ulec, a drzwi zbyt zamknięte by próbować je wyważyć. Poza tym moja dobra wola to i tak wystarczający pretekst by jeszcze bardziej nie utrudniać mi życia. Summa summarum znalazłam się w domu 10 minut wcześniej, co nie zaszkodziło a nawet pomogło.
Chwilę czytałam Alicję W Krainie Czarów słuchając Bardo Pond [przestaję pamiętać te nazwy zespołów], co znów uniosło mnie dwa centymetry nad ziemię, ostatnio odnalazłam przyjemność w chodzeniu między tymi szarymi ulicami co wiatr je gna i rusza jak w czarno-białych filmach, i tutaj kolory stają się jakby mnie rozpoznawalne a moje rzęsy jakby bardziej czarne, wszystko znów sprowadza się do iluzji, ale czy nie miło jest czasem podjąć tą grę absurdów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz