piątek, 3 października 2008

małe perwersje poczęte z nudy

Tegoż to dzisiejszego poranka otrzymałam należytą porcję dowartościowania, której de facto potrzeba mi na co dzień żeby nie umrzeć z żalu i prywatnych frustracji. I to jest powód dla którego umieram i naradzam się codziennie a w ten błogosławiony wtorek ostałam się przy życiu.

I wcale nie najgorsze jest to, że ta szkoła od czasu do czasu zmusza mnie do otwarcia książki innej niż „Miłość W Czasach Zarazy”. Nie. I wcale nie najbardziej razi mnie fakt, że traktowana jestem na równi z idiotami. Nie. Najgorsze jest to, że ja tam się zwyczajnie nudzę, a nuda ta przybiera rozmiary monstrualne i niepokojące, karzące mi sięgać wzrokiem, już wcale nie ukradkiem, a za to bezczelnie bo w drugiej ławce, do otwartych Sklepów Cynamonowych, gorzej, czytać je zachłannie i namiętnie, w przerwach rozmyślając,a myśli moje krążą wokół bardzo zawężonej tematyki, której szczegółów nie będę na razie przedstawiać jako że wydają się być zbyt oczywiste. A poza tym nie widzę żadnego sensu w gorszeniu was wbrew zasadom moralności, etyki, i wszystkiego z czego i tak chce mi się śmiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz