„Podejrzenie raju, który można by odzyskać. Przecież to niemożliwe, abyśmy znajdowali się tu po to, ab nie móc być”. *
Z całą złożonością rzeczywistości, której podstawy wyrastają na ruchomych fundamentach absurdów wszelakiej maści, niemożliwością jest (niemożliwością być musi!), by poruszając się po omacku między strzępkami wieczności, zaczepiając o nie brzegiem swetrów i szlufkami spodni, będąc wodzonym zapachami niezmaterializowanej idylli, raz jeszcze skłonić się w stronę nieznośnej lekkości bytu, skłonić i przechylić niebezpiecznie nisko. Choć przekraczanie szaleństw, ascetyczne szaleństwo przekraczające samo siebie, czy to nie najbardziej obiecujący przedsmak raju, nęcąca obietnica powrotu do pierwotnych porządków? Przewrotność pojęć, wykraczanie poza obcisłe ramy ściskające je w stałym stanie skupienia, przekorność tęsknot w odniesieniu do świata; szukać koła, cykliczności zdarzeń, początku po końcu, końca po początku.
Albo nie, lepiej! Zawisnąć na samym koniuszku, będąc boleśnie uczepionym samego skraju szaleństwa, tkwić w samym epicentrum chaosu przemieszanych wartości, nadstawiając każdą cząstkę ciała by z właściwym hedonizmem (masochizmem?) chłonąć i pożądać więcej, niezaspokojone tęsknoty smakują boleśnie i słodko. Tym samym badać wypukłość każdego spojrzenia, macać czułości, kolekcjonować zapachy, pleść wianki z wiatru, złapać czas za nogi, polerować pocałunki, łapać je i oddech przetrzymać. Wszystko! I nic.
*Cortazar, Gra W Klasy, rozdz. 18
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz