środa, 26 sierpnia 2009

diagnoza

Po kilkudniowych huśtawkach nastroju, wpędzających mnie od niewytłumaczalnej euforii (rzadziej) do skrajnej depresji i cichego chlipania w pozycji embrionalnej (znacznie częściej), w pocie czoła szukając źródeł owych wahań nieznośnych, wystawiłam sobie fachową diagnozę.

Cierpię na:

  • depresję końca lata,
  • syndrom bohaterki tragicznej,
  • przewlekły malkontentyzm i muzyczny snobizm,
  • awersję do godzin stricte południowych,
  • platoniczne uwielbienie dla paru pisarzy (tak, Cortazarze, ty stary łajdaku)
  • stały pociąg do enigmatycznie niesprecyzowanego Czegoś, będącego zawsze bardziej Tam niż Tu;
  • przerost ambicji nad warunkowanymi przez poważnie postępujące lenistwo możliwościami,
  • trwałą wadę formułowania myśli w słowa,
  • chroniczną miłość,
  • syndrom Stasiuka (zwany inaczej chęcią znajdywania metafizyki w pozbawionej niej rzeczywistości),
  • nierozsądną namiętność do kawy,
  • okresowy paraliż w obliczu podjęcia decyzji,
  • lekką skłonność w kierunku autodestrukcji,
  • męskich rozmiarów dumę,
  • zespół nieznośnej lekkości bytu,
  • chęć utraty tchu,
  • lęki przed rajem utraconym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz