środa, 24 czerwca 2009

myśli

Nocą, będąc w łóżku, odwiedzają mnie dobre myśli. Mają nareszcie swoją formę i wypukłości potrzebne, by móc wyodrębnić je z chaosu poplątanych pragnień, nazwać i przeciągnąć na swoją stronę. Objąć i spisać. (Niespisane odbijają się jeszcze od mebli, ale w końcu pryskają nad ranem zapomniane.)

A w przeciągu tych paru godzin, między chłodną ścianą a rozgrzaną poduszką, rosną właściwe odpowiedzi na przemilczane pytania, elokwentne teksty z przekazem; chwilami sama zamieram bez tchu, rażona ich bolesną sugestywnością. Są okrągłe, lśniące i spójne. O wstępie, rozwinięciu, z puentą refleksyjną. Wszystko trochę gorzko-filozoficznie. Jeszcze właściwie wycelowany palec wskazujący i pretensjonalność wydaje się wręcz rozkoszna. Tak właśnie. Odbiorcy jawią mi się zgaszeni jak jednorazowe świeczki.

Zasypiam silniejsza o myśl, że wyprasowane i poukładane schludnie odpowiedzi czuwają przewieszone przez oparcie krzesła, gotowe na jutro. Ale jutro zastaje mnie tak samo bezradną w obliczu buchającego milczeniem żalu. Zbieram po pokoju strzępki obmyślonych przemów, sklejam bez przekonania. Składam do szafy wyblakłe i wybrakowane; tam czekają na lepsze czasy, których przecież nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz