sobota, 12 września 2009

wiatr

Wiatr przepędza władczo zakrzepły gorąc lata, to arbitralne diabelsko przeciągów i zaciągów, co otwiera i zamyka nam okna i usta. Rozpanoszyło się swoją śmieszną, immanentną władzą to panisko trzaskających drzwi (trzaskających słów), rządzi się w swoim bezładnym pląsie, wydyma sukienki, przykleja babie lato do toreb przechodniów, częściej kłuje w oczy i zakrzywia widzenie. Tak, nastały dni wiatrów i gęstych warstw mgieł, gniotących nas rano do mostu.

Przypomina mi się tamta jesień, której nikt nie pamięta. Siadywaliśmy u babci na przeciągach, a wietrzne dni układały się w monotonną bajkę. Wieczorem niebo było całkiem czerwone, pewnie z wysiłku, by następnego dnia dmuchnąć w nas mocniej. Ogrodowe krzesła najpierw przywiązywało się do kolumn i rynien, ale wiatr robił z nimi co chciał, szarpiąc złowrogo rzecz nietrwałą w swoim wypaczonym poczuciu piękna, więc później wszystko stało już w domu, na przejściu, rozwichrzone i falujące jeszcze od tego tańca dzikiego. Przestrzeń powoli ustępowała, oddając ogołocone ciało w ręce tego napaleńca. On zabawiał się z nią jak chciał, a strzępki tych zabaw świszczały przez szpary w tych oknach, których nie udało się domknąć. W nocy groził tym świstem, cały dom naelektryzowany był świszczącym niepokojem i bardzo się bałam. Wiatr w końcu się znużył, jego zmęczone strzępki opadły i schowały się w lesie.

Może głupie wietrzysko, ułuda niezdobytej wolności, wywiało z głów Pozostałych wszystkie wspomnienia, albo to ta pora trwała jeden dzień, a tylko w mojej pamięci nadmuchana została do długich, świszczących tygodni. Zdeformowana bajka o wiatrach. Może pamiętam jesień, której nigdy nie było.

Każdy pisarzyna chce być taki literacki. Uważnie wybieram tylko schulzowskie sceny, miętoszę je potem w palcach jak plastelinę, aż staną się ciepłe i miękkie, podatne na deformację. Kupiłam kwiecistą chustę i zieloną spódnicę. Zaczynają się dobre, słodkie jabłka. Chcę znów wejść w ten pożyczony ogród ziemskich rozkoszy. Zniknąć za jego zarośniętą granicą i nie być na parę godzin. Jak bardzo to niemożliwe, wciąż jednak wariuję z miłości.


1 komentarz: