Wiosna zawisła w powietrzu, ściska świat w niepewności i niewzruszona najwyraźniej nie zamierza nas zbawić. Udajemy, że życie toczy się dalej. Na słupie elektrycznym wciąż wiszą trampki, a pod zamkniętym kinem jak zwykle wiatr gwiżdże mniej. Ludzie kochają się i kłócą, zagłuszając desperacko zawieszenie w czasie i w kolejności rzeczy. Dziś gołe ulice zaczęły wydzielać smród nie oszczędzający najciemniejszych zakamarków miasta. Woń gówna dosięgnęła i zrównała ludzi wszystkich stanów i majątków, a zimna noc nieudolnie przerzedza ją i kryje po nieuczęszczanych zakątkach. I wiję się w nudzie, odwlekam nieuniknione, przeciągam niepotrzebne, tęsknię okrutnie.
Kiedy zostaje sam zapach, rzeczy dzieją się przy okazji. Okazjonalne wschody i zachody słońca, okazjonalna reklama w telewizji, okazjonalne dzieńdobry i książki, których kartki przewracam nieobecnie. Jestem bardziej tam niż tu. Gdziekolwiek by to było.
Czuję się trochę jak marquezowska postać. Jeszcze tylko jakiś upał, żeby atmosfera zgęstniała i zintensywniała. Albo chociaż ta wiosna, o której mimo zwątpienia marzę jak o jakimś katharsis mającym oczyści z wątpliwości. Żebym tak zaśpiewała z Grechutą, "wiosna, wiosna, wiosna ach to ty".
Póki co, kalejdoskop barw i uczuć, jakby na przekór szarości dni. Nie ogarniam złożoności rzeczy. Może to tylko ulotna jak zapach potrzeba, jakaś tęsknota za drugim brzegiem, do którego nigdy nie udaje nam się dobić, a skąd regularnie dryfuje się z powrotem ku spokojnych przystani, tam gdzie mgła na powrót zagęszcza zapomnienie. I tak wciąż od nowa, wszystko tli się ledwie i nie wygasa, podsycane z bezpieczną regularnością.
(łyk herbaty)
Spaniem skracam nabrzmiałe od nudy i nie przynoszące nic nowego dni. Przyjmuję pozycję embrionalną w głuchym i wielkim brzuchu nocy i myślę, że nie powinnam raczej pytać ani mówić wprost. Sprowadzanie myśli, absurdów i marzeń sennych do słów i pojęć czyni z nich uprzywilejowane elementy rzeczywistości, obciąża masą i kształtem, kara.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz